Vivat Poród - Na dobry początek

Ania i Józio

Mój trzeci poród był moim najdłuższym i najkrótszym porodem jednocześnie. Był najpoważniejszy i najśmieszniejszy.
To była moja najdłuższa ciąża – poprzednie trwały o trzy tygodnie krócej.
Tym razem też nie spodziewałam się pochodzić z brzuchem dłużej niż do 38 tygodnia. Wszystko gotowe, praca skończona, dzieci czekają na brata.
A ja już nic nie rozumiem. Od początku kwietnia czuję się tak, jakbym najpóźniej następnego dnia miała urodzić.
Co drugi dzień snuję się po domu, chodząc po mieście czuję się jak kosmitka – bo w tak innym wymiarze funkcjonuję, a czytając dzieciom po południu zapadam nagle w sen tak głęboki, że nawet nie rejestruję, kiedy oblepiają mi twarz i ręce naklejkami.
Kolejny dzień – przeciwnie – biegam z dziećmi po parku, przynoszę do domu ogromne zakupy, prawie nie pamiętam, że jakiś brzuch mi z przodu wystaje.
I tak na zmianę.
Skarżę się M., która czeka na sygnał, że rodzę i czas do mnie przyjeżdżać z Walizami Położnej, a ona uspakaja, że dzieci przeważnie rodzą się przed maturą. Czekamy na pierwszy sygnał – bo raczej będzie szybko – mój pierwszy poród trwał dwie godziny, drugi – trochę ponad godzinę. Jak będzie tym razem? Czy M. zdąży dojechać? Czy ja zdążę wrócić z dziećmi z placu zabaw? Czy B. zdąży do domu?
Codziennie wieczorem kładę się do łóżka z nadzieją, że obudzi mnie ból. Czekam na ból. Ale nie mogę się doczekać. Śni mi się któregoś dnia, że śpię i nagle budzi mnie skurcz party – bo przespałam rozwierające. Może tak na...