Vivat Poród - Na dobry początek

Ania i Joachim

... - Dobra, czekaj, jadę do was!!!

Weszłam do wanny. Męża nie ma. M. nie ma. Jestem sama.
Ciekawe, czy to nadal przepowiadające, tylko takie trochę mocniejsze? Czy może jednak urodzę? Ooo, teraz taki jeszcze trochę mocniejszy. Hmm. Powoli do mnie dociera, że mogę urodzić zupełnie sama. Nie tylko bez położnej – też bez męża. No cóż – w sumie do tego, żeby urodzić, potrzeba dwóch osób – matki i dziecka. Czyli w sumie wszyscy są na miejscu...
Jakoś za mało dla mnie przestrzeni w wannie. Żle mi tu, wyskakuję z niej na podłogę. Mały człowiek zmienił pozycję. Czuję główkę baaaardzo nisko. Jestem już pogodzona z tym, że urodzę sama, i ku własnemu zaskoczeniu, zupełnie spokojna.
A jednak – mąż wpada do domu, myje ręce, gasi światło i rozkłada mi na podłodze ręczniki. Ja nie jestem w stanie myśleć teraz o takich rzeczach. No dobrze, wiem, że następny skurcz to będzie już party.

- Dzwoń do M.! Będzie jednak poród przez telefon!
...
- Główka jest?
- Jest.
- To teraz nic nie robicie, tylko czekacie, aż barki się obrócą. I na kolejnym skurczu chłopak sam się urodzi.
- Mamy go!
- OK, to delikatnie potrzyjcie go po plecach i dajcie mi go do telefonu.
- ...