Vivat Poród - Na dobry początek

Ania i Joachim

... chwilę później budzi się dziecko nr 3, i oczywiście nie ma już szansy na kolejny skurczyk.
M. zbiera się do domu, mam dzwonić, jakby jednak coś się działo. Ale może być tak, że jednak dopiero za tydzień się zadzieje.
Haha. Baaardzo śmieszne.
Po śniadaniu kładę się na drzemkę, przeczołgały mnie te nocne skurcze. A jeszcze bardziej – oczekiwanie, że akcja się rozkręci. Po drzemce siadam do komputera, przecież muszę wysłać jeszcze jeden projekt, dobrze by było go zamknąć przed porodem. Może właśnie tylko to mnie jeszcze trzyma? Ta niedokończona praca?
Kończę ją i wysyłam. Ufff.
- Kochanie, ja nie wiem, czy dzisiaj urodzę, ale może byś zawiózł dzieci do moich rodziców? Może wtedy się coś rozkręci?
- Kobieto, ty chyba oszalałaś! Przecież ja cię dzisiaj samej nie zostawię! To by mi zajęło godzinę! Dzwoń do mamy i powiedz, żeby ktoś z nich przyjechał po dzieci.
Po kilku telefonach wszystko jest zaplanowane. Mąż spakuje dzieci i podwiezie do mojego taty do pracy (3 minuty samochodem od nas). Wszystko trzeba zrobić szybko, tata chce ruszyć do domu jeszcze przed popołudniowymi korkami. Przełożą foteliki i dzieci do samochodu taty i dzieci jadą do rodziców na noc. Plan doskonały.
Kiedy