Vivat Poród - Na dobry początek

Ania i Joachim

- Cześć, jak się masz? – przywitała mnie moja „stara“ położna, u której prowadzę kolejną ciążę i z którą planuję rodzić kolejne dziecko. – Tak myślałam, że przed dzisiejszą wizytą jednak nie urodzisz...
- Taaaak, bo ja mam taką teorię, że dopóki ty się nie wprowadzisz do nas do domu, to ja nie zacznę rodzić.
- Aaaa, i co jeszcze?! Pewnie chciałabyś, żebym zajęła się twoimi starszymi dziećmi i wam gotowała?!
- Nie narzekałabym... Ale naprawdę myślę, że będę się czuła na tyle bezpiecznie, żeby urodzić tego człowieka, jak już będę miała pewność, że jesteś u nas.
- Dlaczego to dla ciebie takie ważne?
- Bo boję się, że w przeciwnym razie nie zdążysz i będę rodziła sama.
- Ale przecież to wiadomo od początku twojej ciąży, że ja nie zdążę! No więc czego się boisz? Przecież wszystko wiesz.
- Boję się, że będę rodziła za szybko, z lęku, że coś się dzieje, zamiast pozwolić temu chłopakowi na to, żeby sam się urodził.
- Przecież wiesz, co robić i jaką przyjmować pozycję, żeby jednak trochę zwolnić. No i jakbym miała nie zdążyć, to będziemy cały czas na telefonie, będę wam mówiła, co macie robić. Spokojnie.
Ale ta rozmowa, rozpoczynająca moją wizytę w 38. tygodniu ciąży, oczywiście wcale nie sprawiła, że byłam spokojna.
Bo oczywiście – wiem, co robić, żeby poród przebiegał wolniej. W ogóle wiem, co robić. Co więcej – nawet przed poprzednim, trzecim porodem wiedziałam, że położna może do