Vivat Poród - Na dobry początek
Aleksandra i Apolonia

Aleksandra i Apolonia

Witamy się kolejny raz. To już piąty!
I tym razem jest o czym opowiadać. Nie obyło się bez przygód. Ale po kolei..
Otóż do połowy ciąży nie mieliśmy pewności kto zacz w tym brzuchu.. Potrzeba było planu imiennego w obu przypadkach.
Zgoda była jedynie w przypadku dziewuszki.
Cóż poradzić, 10 lat stażu małżeńskiego zobowiązuje do stawiania na swoim...
Na szczęście dziecko nie pozostanie bezimienne gdyż... jest dziewuszką. Apolonia. Imię bezsporne. A poród? Cóż...
Jako, że to nie pierwsze... obawiałam się czy aby nie przeoczę...
Jednak Pola postanowiła mocno dać o sobie znać. Już dwa dni przed ewakuacją miałam bolesne skurcze. No ale dwa dni rodzić?!? Nie zniesę.
Owego dnia, a był to piątek, 27 lipca rankiem poczułam, że to może być TO. Chałupa nowa, wanny brak. Zadowoliłam się brodzikiem, celem sprawdzenia jakości moich skurczy (“zadowoliłam się” to jednak nie jest właściwe słowo).
No niby nie ustawały, niby trochę bolały. Nie specjalnie to wszystko jakoś szło.
Mąż przezornie jednak dzieci odstawił w bezpieczną przystań (w tym miejscu jeszcze raz przytulam do serca M i P, przy czym P po wielokroć - ja wiem, że to niezapomniane wrażenia).
Zalecenie położnej było takie: weź nospę, wypij meliskę i połóż się spać. Wzięłam, wypiłam i poszłam... oglądać serial, bo spanie nie przeszło. Za bardzo podekscytowana byłam chyba porodem (jakby to pierwszy był..).
Skurczy nie przybywało, akcja rodem z drugiego mojego porodu - nuuda! Byłam in tacz z położną, i co rozmawi...