Vivat Poród - Na dobry początek

Agnieszka i Szymon

Epizod 1
Wreszcie nastał TEN dzień – dzień oczekiwany przez wszystkich, a szczególnie przeze mnie i mego męża – narodziny naszego syna Szymona.
Zmęczenie poporodowe powoli odchodzi, udziela się niestety zmęczenie związane z opieką nad dzieciątkiem. Mimo codziennych trudów jesteśmy bardzo zadowoleni, siły do opieki nad dzidziusiem przypływają z każdym jego uśmiechem. Naprawdę jest rozkoszny, ale to pewnie każdy rodzic mówi o swoim dziecku. Nasze oczywiście jest najpiękniejsze, najśliczniejsze i najwspanialsze na świecie, w naszych sercach wyjątkowe. Wszystkim w domu udzieliło się wariactwo na punkcie Szymona. Jest jak magnes, można w jego minki wpatrywać się bez końca.
Droga na świat
O północy obudziły mnie skurcze. Pojawiały się co 6 minut i bolały. W końcu wstałam, bo nie dałam rady ich znieść na leżąco. Dopakowałam torbę do szpitala, wykąpałam się i stwierdziłam, że okropnie chce mi się spać, że w ogóle nie ma mowy, żeby rodzić w nocy. No i położyłam się, oczywiście nie zasnęłam, ale leżałam, leżałam i skurcze osłabły. Budziłam się już tylko co pół godziny, gdy bolało. Z rana wstałam i skurcze powróciły z narastającą siłą i częstotliwością. Ruszyliśmy do szpitala w Sokółce, czyli jakieś 40 km od domu. Pomyślałam, że to samobójstwo ruszać w taką drogę, ale w samochodzie skurcze osłabły, tak jakby drgania samochodu rozładowały ich siłę.
Ok. 14.30 przyjęto nas na izbie przyjęć. Później położna mnie zbadała i na dzień dobry miałam 6 cm rozwarci...