Vivat Poród - Na dobry początek

Agnieszka i Sara

...samo się prostuje na przypływach. Sprawdzam, bo nie wierzę, że to już parte.
Sięgam ręką między kolanami opierając bokiem głowę o pufik.
Czuję JĄ, włochatą główkę mojej córki i tą radość, i tą moc!
Przy następnym przypływie czekam czujna jak ptak z ręką na jej głowie podpierając się drugą. Bólu już nie ma. Za chwilę ją zobaczę. To wszystko się skończy.
Kiedy główka przechodzi najszerszą częścią padam na ręce, z wysiłku trzęsą mi się nogi. Czuję jak przekręcają się barki Malutkiej.
Pytam męża czy na pewno nic nie rusza, bo to tak jakby ktoś z zewnątrz wpuścił stado motyli. Nadchodzi przypływ, moje ciało samo się prostuje, dłonie trzymają główkę, tata podsuwa drżące dłonie dla bezpieczeństwa, rodzi się Sara.
Nie płacze, ale spokój w pierwszej sekundzie jej życia w naszym domu przynosi mi bicie jej serca na mojej lewej dłoni. Pocieram jej plecy i mówię: ODDYCHAJ!
Zamiast przytulić to gadałam do niej haha, to jej się nie spodobało bo zaczęła krzyczeć.
Utuliłam opierając się o komodę. Tuląc rozglądałam się po domu jakbym wróciła z dalekiej podróży, już nie sama.
Dziwne znowu taki sam ból? Ale o wiele krótszy i na końcu taki przyjemny - rodzi się łożysko.
5 min po tym dojeżdża wsparcie.

Dziękuję założyciele strony Naturalnie po cesarce i całej grupie wsparcia. Nigdy nawet nie wpadłabym na pomysł rodzenia w domu po CC, a co dopiero nabrać wiary, że się uda, a potem to zrobić...
Dziękuję Ewa Las, Ewa Nitecka za moją odbud...