Vivat Poród - Na dobry początek

Agnieszka i Sara

...nu i tyle mnie było...
Kolejny przypływ był tak silny, że padłam na kolana. Nie wstając z nich poczłapałam na czworaka na huśtawkę porodową zrobioną z 5 m chusty uwieszonej pod sufitem. Objęłam sobie nią brzuch wieszając się na niej podczas skurczu, było mi lżej.
Zaraz za mężem do domu wpada moja mama. Patrzy na mnie i z miną jakby bolał ją ząb pyta Kamila:
- Tak na raz ją wzięło?
Wszystkie zmysły miałam wyostrzone jak igła. Śpiewałam przed każdym nadchodzącym przypływem jakby miał być ostatnim.
Mąż siedział obok i klikał skurcze w aplikacji. Zapytałam ile trwają i jakie są przerwy.
Kiedy odpowiedział, że co 2,7,5 min i trwają po ok 30 sek pomyślałam: Oooo to jeszcze długo... Przy każdym skurczu moje myśli wędrowały do szyjki, to było tak jakbym czuła, że się otwiera! Rzuciłam do męża, że jeśli nie będzie 7cm jak przyjedzie wsparcie, to ja się obrażam i ruszamy na cesarke!
W międzyczasie delektowałam się każda nanosekundą bez bólu... Oj, tak!
Pamiętałam, że poród to 2/3 odpoczynku między skurczami. Czekałam na te przerwy, nie na ból jak w poprzednim porodzie.
Bardzo szybko poczułam, że jestem na granicy wytrzymałości fizycznej. Ręce zaczęły mi latać z wysiłku jak galaretka.
Wybawieniem był pufik Starszaka pod brodą, w który nie raz zanurzyłam zęby.
Tel do położnej. Jeszcze 20 min. Tymczasem sama słyszę swój własny głos i nie wierzę!
Coś się zmienia. Śpiew pomaga, ale na "innych" krótszych dźwiękach niż dotychczas.
Moje ciało ...