Vivat Poród - Na dobry początek
Agnieszka i Patrycja

Agnieszka i Patrycja

Opowiem Wam moja trzecią przygodę.
Po pierwszych dwóch traumatycznych porodach wiedziałam, że trzeci będzie w domu. Na samą myśl o szpitalu trzęsą mi się mięśnie, a serce dostaje ataku paniki.
To był już 42 tc, o 1 w nocy poczułam pierwsze skurcze. Ucieszyłam się ogromnie, bo ile ciąża może trwać?
Mimo, iż cała ciążę czułam się wyśmienicie i do samego końca byłam bardzo aktywna, z niecierpliwością czekałam na rozwiązanie.
Po godzinie zadzwoniłam do męża, żeby był pod telefonem, bo jak będą regularne, to ma wracać do domu. On tylko stwierdził, że teraz ma przerwę w pracy i kładzie się spać i że zadzwoni za godzinę. Tak też było. Ok 3 w nocy mąż wrócił z pracy. Ja w tym czasie poinformowałam Doulę, że już zaczynamy. (Nasza Doula ma do nas 2h drogi pociągiem. Spakowała swojego półrocznego syna do nosidła i w nocy ruszyła na akcje).
Ja w tym czasie pomyłam naczynia, na które nie miałam czasu wieczorem. Mąż poodkurzał salon, rozstawił i napompował basen. Skurcze były, ale nie narastały zbytnio na sile.
Ok 4 rano obudziła się moja najstarsza 8-letnia córka. Była tak podekscytowana, że drżało jej całe ciało. W ramach jej rozluźnienia rozkładała płatki róż, a potem wskoczyła do basenu.
Przed 6 rano ze stacji mąż odebrał Doulę. Wypiłyśmy kawę i po chwili stwierdziłam, że nie ma sensu się męczyć na stojąco, bo nie przybiera nic na sile, więc kładę się spać. No i tak spałam do 8.
Pierwsze mocniejsze skurcze przeleżałam, na trzecim obudziłam męża, czwarty i piąty był w ...