Vivat Poród - Na dobry początek

Agnieszka i Mateusz

Epizod 2
Stałam się już bardzo zniecierpliwiona i nerwowa. Mój dzidziuś się zapomniał urodzić, tak mu dobrze pod serduszkiem się siedziało. W sumie to może racja, listopadowe chłody nie zachęcają do wychodzenia na zewnątrz.
Tydzień po wyliczonym miesiączkowym terminie, zgodnie z procedurami dostałam skierowanie do szpitala. Naprawdę nie czułam, że już pora i oświadczyłam, że się nie wybieram do szpitala. Z moją panią doktor umówiłam się, że codziennie będę przychodziła na zapisy KTG, zrobiła mi również dodatkowe badanie USG. Wszystko było w najlepszym porządku, więc nie wywierała na mnie presji ze szpitalem i procedurami. Przez cały tydzień codziennie byłam w przychodni i bezskutecznie łapałam się różnych metod wywołania porodu.
W sobotę już nie miałam gdzie zrobić KTG, wiec udałam się do szpitala w Sokółce, gdzie zamierzałam urodzić drugiego syna. Tu zapis KTG również był prawidłowy. Wód płodowych nie dało się zbadać, bo jeszcze wszystko było pozaciskane – do porodu daleko, daleko. W związku z tym, że już tyle dni po terminie minęło, to lekarz chciał następnego dnia indukować poród oksytocyną. Wolałam, aby akcja sama się rozpoczęła, bez indukcji. Porozmawiałam z lekarzem i z położną i zadecydowałam, że damy sobie jeszcze jeden dzień. Nie była to łatwa decyzja, ponieważ bałam się o dziecko, czy oby na pewno z nim wszystko w porządku, bo mijał już 15 dzień od ustalonej daty.
W nocy okazało się, że była to słuszna decyzja, poród rozpoczął się bez medycznych ingerencji. Skurc...