Vivat Poród - Na dobry początek
Agnieszka i Józef

Agnieszka i Józef

A było to tak...
13.03.11. Niedzielny poranek, tzw. termin.
Skurcze krótkie i miłe, dające nadzieję początku po prysznicu znikają.
Niedzielne południe.
Wracają co 10 minut, ale są krótkie, niebolesne i się nie nasilają. Niemniej regularność sprawia, że dzwonię o 14.30 do Mojej Położnej z informacją. Ustalamy, że dojedzie w ciągu godziny. Przed 16 jest u nas. Ja siedzę sobie na skraju łóżka ubrana stosownie do okazji w mężowską koszulkę z reklamą piwa dla rozluźnienia atmosfery. Po badaniu 4 cm rozwarcia, skurcze bez zmian, głowa wysoko. Rozmawiamy na tematy akwarystyczne, podróżnicze, spożywcze oraz wszelkie inne. Nuda, panie jednym słowem.
Badanie ok 18:00: 6 cm, ale głowa nadal wysoko, skurcze nieco częstsze i mocniejsze, luz - blues. Po 19 przyjeżdża druga Położna (zwana dalej Położną Pomocną). Mnie już trochę mocniej bierze, więc jak zebrani rozmawiają sobie i pija kawkę, ja zamykam oczy i oddycham głęboko. Moja Położna wpada na pomysł, by zostawić nas samych. One idą do kuchni. O jak nam to dobrze robi! Jak dobrze jest się przytulić!
W pokoju ciemno, tylko świece, cicha, spokojna muzyka. Od mniej więcej tego momentu tracę poczucie czasu i nieco słuch. Położne wracają z pomysłem zawiązania mnie w chustę, ponieważ główka nadal nie wstawiła się do wyjścia. Zawiązują mnie w elastyczną chustę do noszenia dzieci. Najpierw poleguję nieco na lewym boku, potem siadam, Położna Pomocna za mną. W czasie skurczu (coraz mocniejsze) ona dociska chustę, Moja Położna masuje mi na nogach punkty odpowiedzialne za p...