Vivat Poród - Na dobry początek

Nazywam się Emilka. Odkąd pamiętam towarzyszyła mi trauma porodowa. Moja mama opisywała swoje dwie ciąże i porody jako koszmar, padały najczarniejsze słowa, tworząc tak silny przekaz, że od dzieciństwa poród śnił mi się w najgorszych snach, a świadome postanowienie było: adoptuję. Wraz z procesem wchodzenia w dorosłe życie, później małżeństwo, postanowiłam oswoić traumę. Półki uginają się od książek dot. porodu naturalnego, każdą ją czytałam, by przekonać swoje wnętrze, że poród to dziedzictwo kobiet, że jest wpisany w istotę życia, że to naturalna część życia kobiety, potem także że może być doświadczeniem transformującym, przeżyciem metafizycznym. Oczywistym jednocześnie stało się dla nas z mężem, że chcemy urodzić w domu.

Upłynęło jednak 6 lat małżeństwa, a moich 31 lat nim zdecydowaliśmy się na poczęcie. Czułam wewnętrzny impuls, głęboką potrzebę obdarowania Życiem. Jakby koło mego życia miało zamknąć się na przekazaniu istnienia, jakbym się miała tak dopełnić jako Kobieta.

Czy trauma porodowa minęła? Uczciwie wobec samej siebie mówię: nie. Wciąż ją w sobie oswajałam. Ciąża upływała bez zarzutu, promieniałam wręcz, przygotowania do porodu trwały pełną parą. Nie udało się znaleźć położnej domowej, za to szpital w pobliskiej podlaskiej Sokółce jawił się jako bezpieczny azyl porodu naturalnego. Po wizycie na bloku porodowym, oprowadzeniu przez ciepłą położną czułam się bezpieczna. Lęk minął, a przyszła ekscytacja, oczekiwanie na poród jak na wspaniałą przygodę – w głąb siebie i na spotkanie z Maleństwem. Basen dwa razy w tygodniu, regularne ćwiczenia w domu wzmacniały siły fizyczne i koiły duszę, byłam sprawna, pełna sił, aktywna i... mimo wszystko w głębi serca przerażona nieznanym. Wszystkie fazy por...